Homo viator.


21:54 06/09/07 komentarze 0

Wróciliśmy. Wróciłam.
Tu.
W trakcie wrzucania zdjęć i porządkowania wspomnień, wrzucam tegoroczny hit numer jeden.

Esencja romanian disco. Polecam też inne kąski pana Guty.

1: Polska


10:23 07/09/07 komentarze 3

Wstana, wyspana, może pisać.

Trójka, która założyła plecaki i ruszyła donikąd. 5 tygodni, które zostaną na zawsze. 8 państw, które nie znikną z mojej mapy. Setki spotkań, których nie zapomnę. Podróż.

Wróciliśmy z pokażnym bagażem.

A teraz po kolei...

Pod polsko-słowacką granicę przejechaliśmy w jeden dzień. Dzień, w którym poznaliśmy Daniela. I umieraliśmy ze śmiechu. I dostaliśmy Perełkę. I wpadliśmy w poślizg. I nocowaliśmy z zajeździe galicyjskim.
Daniel był mistrzem. Nadal jest. Pracuje w chińczyku w Lublinie, jest metalowcem słuchającym punka, kibicem Motoru Lublin i człowiekiem, który fenomenalnie umie śmiać się z samego siebie. Oraz smakoszem Perełeczki, którą i my degustowaliśmy: "Żeby wam nie pierdolił, że niedobra".





2: Słowacja


22:33 08/09/07 komentarze 2

Prezentowała nam sie krótko i nieciekawie zza szyb autobusu, co zapiliśmy miejscowym trunkiem.Lepszym od kraju.




przerywnik


23:37 09/09/07 komentarze 0

Niestety na czas nieokreślony jestem zmuszona przerwać wakacyjną fotorelację. Emigrowanie jest strasznie męczące.
Zostaje posłuchać...


Jutro


03:18 11/09/07 komentarze 1

Lecą Komety...



:*

Owszem, tak.


00:41 13/09/07 komentarze 0

Jestem. Na razie czuję się jak na wakacjach.

Bruxelles.


09:12 13/09/07 komentarze 4

Dziwnie się czuję. Na razie nie ma smutku, cieszę się... Wczoraj wieczorem szłam pod Parlamentem i zdałam sobie sprawę, że zostaję tu na dłużej. Nie na dwa dni, nie na tydzień...

Miasto coraz bardziej mi się podoba. Tradycja i nowoczesność. Kulturowy misz-masz z nutką urzędniczego posmaku. Pół miasta chodzi w garniturach i tworzy Europę. Po pracy urzędasy masowo idą na piwo - na początku myślałam, że trafiłam na bankiet u przewodniczącego :)

Do domu dojeżdża różowa linia, 60. Pokój już na szczęście różowy nie jest :) Ogólnie jest bardzo ładny, mam dużo mebli i żyrafę na szybie. Jak zauważył Maciej, pani Colette jest zagorzałą fanką podrzucania karteczek w stylu "Maćku, zamknij okno proszę". Zobaczymy, w którą stronę to się rozwinie. Przyjechała też już Laeticia, współlokatorka. Wydaje się być bardzo sympa. Będzie jeszcze Gil.

Idę załatwiać szkołę. Ciekawe, czy będę iberystką czy rusycystką, bo jak sie po doczytaniu okazało, hiszpański powinnam trochę znać.

2 tygodnie.


15:54 14/09/07 komentarze 2

Tak wczoraj powiedziała pani w service des equivalences. 2 tygodnie, żebym mogła zapisać się do szkoły. W sumie to dodatkowe wakacje...
Nadgorliwość gorsza od faszyzmu jak mówił Wiesiek.

Na razie tkwie w domu i czekam na te paczuszki, które krążą gdzieś w przestrzeni. No chodźcie do mnie moje maluszki. Chodźcie.

Idę robić obiad. Kto zgadnie co, dostanie resztke pesto.

***

(11:39 PM) Paczek nie ma. To źle. Wywołało tu mnie tak kiepskie samopoczucie, że nie tylko zostałam w domu w tą piękną piątkową noc, to jeszcze posprzątałam mój pokój. Koniec świata.

Le week-end.


23:17 16/09/07 komentarze 3

Pierwszy minął. Słoneczko, Musikometro na którym było maks 50 osób, Etanges d'Ixelles z żarłocznymi kaczkami. Dziś targ staroci na Place de Jeu de Balles i muzeum ze sztuką bardzo nowoczesną, której nie rozumiem :) Wreszcie wziełam aparat, więc mogę przedstawić Mariannę i Janeczkę. Chorutkie jak i ja.





La place de jeu de balle.


12:51 17/09/07 komentarze 7

Podobno znany targ staroci. Zenit po atrakcyjnej cenie 40 euro :) Mimo wszystko ten na Kole jest lepszy, ale tu też da się wyłowić kilka perełek.








Mentalność kolejkowa.


22:25 18/09/07 komentarze 7

Pojęcie kolejki, stania w ogonku kojarzy się dziś przeciętnemu Polakowi z czasami, kiedy cały naród budował socjalizm. Ówczesna sytuacja polityczno-ekonomiczna wymusiła na obywatelach taką a nie inną reakcję na braki w sklepach.

Dlatego to, czego dzisiaj doświadczyłam, w - zauważmy - państwie KAPITALISTYCZNYM jest dla mnie nie do pojęcia.

Chciałam kupić tylko bilet miesięczny. Okazuje się, że istnieją 3 miejsca w których takowy bilet wyrobić sobie mogę. Wysiadam - metro Rogier. "Agence Commerciale" a przed nia okolo 100 osób. Dwie kolejki - jedna do dostania numerka (!), druga do odebrania biletu. Wśród tłumu krzątają się pracownicy STIBu. Daję im moje zdjęcie i dowód. Na miesięczny wystarczy; żeby wyrobić roczny muszę mieć potwierdzenie z uczelni i dowód zameldowania (?!). Po jakimś czasie ze środka wychodzi pan z plikiem kart ze zdjęciem, które potem dołącza sie do biletu. Wiedziałam, że będą kłopoty z czytaniem, ale... Madame Eua Dysleuwi... znaleźli mnie w końcu po fotce :) Potem, gdy już minęło 1,5 godziny i 60 numerków, nadeszła ta wielka chwila odebrania biletu.

Oh, wspaniałe MZK, oh piękna Karto Miejska...

To była dłuższa historia. Krótsza jest taka, że nie wysłali mi jeszcze mojej equivalence, dokumentu, który pozwala na studiowanie w Belgii. Mają wysłać, owszem, jutro, do Polski, a jak chcę zmienić adres to mam ich powiadomić faksem (chociaz byłam na miejscu).

Z tego wszystkiego coraz gorzej jestem przeziębiona.

Parla.


21:08 19/09/07 komentarze 8





W domu. Jest fajnie. Laeticia i Gil gotują mi obiady. Śpię. Zażywam polskie Gripexy.


Słońce.


22:47 22/09/07 komentarze 2

Piękny wrzesień w Brukseli... Dni mijają na doprowadzaniu do jakiejś stabilizacji, na patrzeniu, na dziwieniu się. Okazało się, że niedaleko mnie jest cudowny park, zupełnie jak w tym teledysku. A każda alejka nosi imię jakiegoś twórcy komiksów, a w najgorszym przypadku malarza.
Wysiadłam też dziś na stacji metra. Wyszłam na powierzchnie. Wszędzie jest pięknie.. Place Sainte-Catherine, La Bourse, ludzie na ulicy jedzą i piją wino, mijam chiński supermarket, wracam, kolejne okrążenie. Chociaż miał tu być targ owoców i warzyw, trafiłam tylko na samotną budkę z papryką za 1 euro. To było mniej piękne, po prostu następnym razem pójdę kupować u murzynów.


3: Węgry. Budapeszt.


22:05 23/09/07 komentarze 9

Wracam do wakacyjnej opowieści. Jutro nielegalnie (kto by pomyślał...) idę na zajęcia, więc ładuję się pozytywnymi wspomnieniami.

Węgry. Poczuliśmy się niemalże jak w Chinach (wiecie, miałam w tym roku jechać). Ah, te języki ugrofińskie.. Byliszmy więc w Budapeszcie. Było naprawdę szuper. W końcu znaleźliśmy miejsce w hostelu, mimo Szigetu i zawodów Formuły znalazł się dla naszej trójki dwuosobowy pokój. I chodziliśmy. I piliśmy Borsodi. I byliśmy w metrze :)

A stamtąd do Rumunii zawiózł nas pilot. I żołnierz jadący do Afganistanu. I bardzo małomówmy, ale za to dusza-człowiek, rumuński przemytnik (Tak przypuszczamy. wiózł coś w czarnych workach w bagażniku, a do telefonu powtarzał "Adidas, nike". chociaz ja mam hipoteze, że mówił mamie co ma wyprasować na następny dzień. Więc co było w bagażniku?).









4.1: Rumunia. Oradea.


12:19 27/09/07 komentarze 6

Naszym pierwszym przystankiem w Rumunii była Oradea, a konkretniej Baile 1 Mai - kompleks basenów wokół którego powstaje dziś masa nowych pensjonatów. Trudno jednak zniszczyć atmosferę komunistycznego rozpierdulu. Dlatego zbytnio się nie wahając, poszliśmy na wpisujący sie w krajobraz Campare Venus. Za jedyne 5 lei. Grzyb w prysznicu wliczony w cenę.
Dwa dni spędzone na robieniu niczego, wygrzewaniu się, paleniu papierosów, jedzeniu pizzy i oczywiście delektowaniu się Ursusikiem.






A to mecz Stieły Bukarest z jakąś polską drużyną. Przegraliśmy.


4.2: Rumunia. Vadu Crisului.


14:57 30/09/07 komentarze 4

Bez ładu i składu. Rumuńska prowincja i my. Miałam wrażenie, że nic tam do siebie nie pasuje, jednak od lat stanowi jedną całość. Kościoły - po jednej stronie ulicy katolicki nowoczesny koszmarek, po drugiej prawosławna kapliczka o tradycyjnej architekturze. Do Vadu Crisului przyjechaliśmy zobaczyć opisane w naszym wyjątkowym przewodniku jaskinie. Szlak nie istniał, to znaczy istniał - szło się torami kolejowymi aż do opuszczonej stacji, skąd miejscowi kierowali zbłąkanych w odpowiednim kierunku. Potem stareńka babcia dawała czerwony kask, pan przy wejściu kasował bilet i mówił: "Macie godzine...".
Chłód jaskini ukoił nasze spalone ciała. Droga powrotna nie ciągnęła się już tak strasznie jak wcześniej, myśleliśmy tylko gdzie by tu zjeść obiad. Szyld "Restaurant". Wchodzimy. Tam sami mężczyżni sączący piwko. Jedzenie? Nie podajemy.. Za to to właśnie tam mieliśmy po raz pierwszy styczność z EtnoTV!










bobrowiec
dąbrowski
hunzvi
khazina
markoff
milach
pogoda

flickr

mail

2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Creative Commons License