Radio Kampus - newsroom
07:31 01/05/08 komentarze 6



Chyba wszystko znowu przekręca się o 180 stopni.
The Radio Dept. – It's Personal
Radio Kampus - b&w
09:45 04/05/08 komentarze 6



Taki efekt daje film o czułości 3200,

a taki - o 400.
Wczoraj wybrałam się też na wycieczkę miastoznawczą i odkryłam coś super... ale o tym więcej, jak się film wywoła
plus cudowny Of Montreal!
Wyspa i nie-Wyspa.
20:50 08/05/08 komentarze 3


To co chłopaki, lecimy na jacht?
Pierwsza Hipokrytka Polskiej Animacji
18:26 22/05/08 komentarze 2

oj, oj, biedny Korkoludek :)
Wystarczy wysiąść na Porte de Namur...
00:47 25/05/08 komentarze 5
Bruksela, trochę prowincjonalna stolica Europy, z rzędami uroczych małych kamieniczek i futurystycznym Parlamentem przez długie miesiące pokazywała mi wciąż to samo oblicze. Jednak pewnego słonecznego dnia z radością odkryłam, że i to miasto może mi jeszcze sprawić niespodziankę. Wystarczy skręcić w lewo przy stacji metra Porte de Namur...
Już wcześniej kilka osób wspominało mi o Matonge. Jednak opowieściom tym brak było "ochów" i "achów", które zmusiłyby mnie do opuszczenia mojego zadufanego w sobie Uccle. Dopiero skrajna nuda - bądź też chęć spotkania w innych okolicznościach przyrody (innych niż Café Belga...) tutejszego znajomego, pchnęły mnie w tamtym kierunku. I olśnienie! Przez to sobotnie popołudnie zakochałam się w egzotyce i odmienności tego miejsca.
Matonge powstała w centrum Brukseli w latach 50. jako dzielnica kongijskiej śmietanki towarzyskiej (Belgia, aż do lat 60., miała swoją kolonię w Kongo). Życie toczyło się wówczas wokół La Maison Africaine, instytucji zajmującej się studentami przybywającymi z Afryki; ważną funkcję spełniało również Union des Femmes Coloniales, towarzystwo przygotowujące żony belgijskich kolonizatorów do życia na Czarnym Lądzie. Później, w latach 90. XX wieku nastąpił gwałtowny napływ emigrantów z Demokratycznej Republiki Konga, dręczonej przez wojnę domową i złą sytuację ekonomiczną. Wtedy to Matonge (nazwa pochodzi od jednej z dzielnic Kinszasy) nabrało dzisiejszego kolorytu.
Co je tak właściwie wyróżnia? Przecież w państwach frankofońskich nie brak emigrantów, "Pakich" przez całe swoje życie czekających na klienta, zdystansowanych Arabów rozprawiających nad filiżanką kawy czy właśnie Afrykańczyków w ich kolorowych szatach. Jednak w Matonge uderzyło mnie uczucie, że to ja jestem gościem w tej przestrzeni, przyjezdną, spoza tego kręgu kulturowego. O uszy nie obijał się francuski, a lingala czy swahili; Kobiety nie nosiły dopasowanych, szarych kostiumików; wręcz przeciwnie, ich suknie i fryzury przybierały najdziwniejsze formy i kolory. Wszędzie panował rozgardiasz. Ch. zaprowadził mnie do jednej z "galerii handlowych" - osiemdziesiąt procent powierzchni zajęte było przez fryzjerów. Prawdziwe ich królestwo! Ludzie tłoczyli się w salonach, żywo dyskutując w oczekiwaniu na swoją kolej. Tak, ja też mogłam sobie doczepić sztuczne blond włosy do pasa za przystępną cenę. Korytarze również nie były opustoszałe - dzieci bawiły się, a dorośli siedzieli przy miniaturowych stoliczkach sącząc pwiko. W pewnej chwili u jakiegoś nieszczęśnika wybuchł mały pożar i wszędzie unosił się biały dym... Najwyraźniej właściciele uznali instalację przeciwpożarową za zbędną. Zresztą nikt się za bardzo niczym nie przejmował (no oprócz mojego aparatu, na to większość miała alergię..), po co? Po chwili nie było już śladu po ogniu.
Miejscowi - (...) ze swoją siłą, wdziękiem i wytrzymałością poruszają się naturalnie, swobodnie, w tempie ustalonym przez klimat i tradycję, w tempie nieco spowolniałym, niespiesznym, bo przecież w życiu i tak nie da się wszystkiego osiągnąć, bo cóż by pozostało dla innych? (R. Kapuściński, "Heban")
Spacer po uliczkach nie był długi, Matonge płynnie przechodziło w następną zwykłą dzielnicę. Szkoda. Chciałabym poczuć ten klimat na dłużej, intensywniej.. Może pewnego dnia.. Zobaczymy. W te wakacje obieramy jednak inny
kierunek ;)





I'm crazy about Tiffany's
13:08 29/05/08 komentarze 2
Ah, cóż za cudowny film. Wprowadził mnie w dziwny nastrój, który jednak dobrze komponuje się z deszczowymi popołudniami. Ostatnie rzeczy do załatwienia, chodzenie bez celu, rozmyślania o przyszłości... Jeszcze kilka dni dzieli mnie od całkowitego résumé. Może jeszcze zdążę dołączyć do niego coś wyjątkowego.

