Kiedy pada, kręcą mi się włosy.
03:28 01/03/08 komentarze 11
Kiedy pada, kręcą mi się włosy.
Kiedy pada, zwykle brak mi parasola.
kiedy pada.
Od przedwczoraj pada deszcz. Dzisiaj strasznie zmokłam, a o 3 rano krople robią dużo hałasu.
Przedwczoraj były te chwile, ten czas tylko dla Ewy Byszlewicz.
Cudny, prawda?

Pomijając fakt, że było tak jak zwykłe, czyli zaczęli beze mnie (beznadziejni, no). Weszłam w połowie In Opposite of Hallelujah, w ręku dzierżąc aparat z (koniecznie) dużym obiektywem. Służy doskonale do torowania sobie przejścia pod scenę, a równocześnie budzi respekt. ha ha.
Byłam tak blisko Jensa, że mogłam mu wypastować jego białe błyszczące lakierki, W sumie to nie wiem, czy lakierki można wypastować. Nie ma tu co pisać za dużo o samym koncercie - dziwie się, że nie umarłam ze szczęścia/ euforii/ etc itp usw.
Jens ma piękny głos i opowiada śmieszne historyjki.
Zdjęcia na razie się wywołują.
Ale uwaga, uwaga, namiastka butów. Za tym stoliczkiem stoi Viktor Sjoberg, didżej czy robiący bajery na komputerze, jak to woli. "He was in the mood" po całym show.

Kiedy Viktor odszedł od pulpitu, ja wyszłam z klubu, Wydawało mi się, że to po prostu ten dzień, kiedy pada.
Chciałabym nadmienić, że w tym samym klubie grał na dużej sali inny zespół. Przed wejściem było więc dużo dziewczynek z plakatami, które piszczały na widok chudych, bladych i chyba trochę smutnych chłopców z czarnymi grzywkami na bok (mówiących z brytyjskim akcentem). Tak sobie czekałam więc godzinkę, półtorej i tzw. nic. W końcu zmusiłam obsługe do wyjawienia mi informacji, gdzie znajduje się tylne wyjście. "W lewo, w lewo, jest taka wąska uliczka i tam jest parking". Wokół straszno, tylko jakiś bezdomny sikający pod siebie. Po półtorej godziny to już są pewnie w drodze do Melbourne czy tam Antwerpii, pomyślałam. Dla upewnienia się, sprawdziłam czy nie ma ich w jednej z pobliskich knajp gejowskich ( w sensie, jedyne pobliskie to gejowskie). Za 15 minut odjeżdżał moj ostatni autobus bedacy 20 minut stamtąd. Generalnie, stracone nadzieje, idz dziewczyno do domu, czasem się nie udaje.
W tym momencie widzę Jensa pakującego się do busa.
To miało być pocieszenie dla Saszy, która nie mogła wpaść z Pitiera. Ucieszyła się.

Lovely!
belga, pita, bruksa czyli paryżewo przyjechało
17:15 07/03/08 komentarze 8





niekończące się pidżama party
22:45 11/03/08 komentarze 0
z przerwami na wypad na miasto, czyli dlaczego Kalina jest bogiem carbonary (między innymi).






10 słów
22:59 13/03/08 komentarze 12
Dzisiaj dostałam mejlem 10 słów od Jensa.
Na pewno chciał mi pomiędzy tymi kilkoma wersami powiedzieć, że pora wrzucić zdjęcia z koncertu, wiec voila.








Karlajn, teraz twoja kolej. Możesz z satysfakcją obserwować moje męki, w końcu 22 maja przyjeżdża do Lądka...
Poza tym deszcz pada, wiatr wieje, w dzień jest smutno, a wieczorami mam Gwiazdke.
Ósmy odcinek czwartego sezonu czeka, moja edukacja upada, a jutro bal w zamku z prinsami i princesami.
23:04 17/03/08 komentarze 5

Ostatnio zadaje sobie pytania, na które nie mogę znaleźć dobrej odpowiedzi. I'm a little lost.
un,
deux,
trois.
Modalverben
14:16 26/03/08 komentarze 4

Tutaj wszystko jest jakoś na swoim miejscu. Mogę (ich kann) się nudzić, mogę (ich kann) się bawić, śmiać, płakać, spacerować, rozmawiać bez tego poczucia jakiejś straty, którą odczuwam tam.
Tam zawsze muszę (ich muss) wiedzieć dlaczego i po co, inaczej zostaje cały dzień w domu gapiąc się w okno.
Tutaj czuję elan vital, pęd do życia, marzenia i cele pojawiają się same.
Tam jest codzienność, przyzwyczajenie, nie ma katastrofy, nie ma przyjemności.
Jednak mimo wszystko chcę (ich will) na razie dokończyć to, co zaczęłam i porządnie przygotować się na następny etap. Wypijmy więc za przyszłość.
Oh the memories, they come a-streamin'
10:30 28/03/08 komentarze 17







A to niespodzianka z najbardziej idiot camery... lipiec 2007, Trójmiasto i wiadomoco.
