szaleństwo


09:06 02/01/08 komentarze 7

Sylwester był szalony, ciekawe czy 2008 będzie podobny :)
Dziękuję Wam!!!
Dom w miarę żyje, lampa została wybaczona, gorzej z kryształami i brudnymi ścianami.. Rodzice jakoś niechętnie ze mną rozmawiają... :P

jak ktoś coś zostawił to proszę się odezwać... szczególnie właściciel tego opla.. chociaż jak chce, może zostawić mi kluczyki i dokumenty - zawsze się przyda :)


a to jedno z nielicznych zdjęć, które się ostało. ale chyba dobrze obrazuje atmosfere. ukradzione od Hofa (jak jakieś macie, to ślijcie!)

wymiary.


02:23 07/01/08 komentarze 1

Wylądowałam.

Wprawdzie w Liege, a nie w Charleroi, wprawdzie o 23, a nie 20...
Robie się niemiła i wrzucam moją walizkę do autokaru do Brukseli.

To jest strasznie dziwne. Tu i tam, tam i tu istnieją równolegle. Jakbym nie miała pamięci, mylą mi się uczucia. Słucham radia pin. Przecież radia pin słucham tylko w moim peżocie. A jednak leżę w łóżku w pokoju z wypaloną dziurą w dywanie, za oknem pada deszcz, a koślawa lampa nadal jest koślawa.

gdzie straciłam głowę? głowy lenina znad pianina.


18:36 07/01/08 komentarze 6

dzisiaj dzień pierwszego egzaminu. rano przeglądałam jeszcze notatki, jeszcze kilka razy sobie wyrzuciłam, że za długo czytam pudelka. wyprostowałam włosy, zrobiłam makijaż.

niepokój rósł.

wyszłam z domu, w drodze na przystanek paliłam papierosa, patrzyłam na uciekający autobus. tym jednak razem wyszłam na tyle wcześniej, żeby się nie spóźnić.

niepokój rósł.

wysiadając z tramwaju,idąc w stronę szkoły nadal rósł. osiągnął apogeum o 14.53, kiedy zobaczyłam minę Żeni. pomyliły mi się godziny, przyszłam więc na ostatnie siedem minut. zmieniałam rezerwację samolotu, telepałam się z Liegu na nic?

o nie!

idę do niej, tłumaczę, proszę, nalegam. nie, nie, ja muszę wyjść, naucz się uważniej czytać, ewentualnie jak znajdziesz kogoś kto cie przypilnuje. wyszłam z założenia, że łzy w oczach młodej niewinnej dziewczyny o różowych polikach zadziałają na przedwojennego pana z biblioteki. łamiącym się głosem tłumaczę... nie martw się, pomogę.

napisałam więc mój pierwszy, indywidualny egzamin z kultury niemieckiej.

coffelatte (avec double espresso)


21:44 12/01/08 komentarze 5

rozmowa przy latte w wielkim kubku to kolejna znaleziona część do tutejszej układanki. po cichutku importuję moje warszawskie życie tysiąc kilometrów dalej. myślałam, że uda mi się przehibernować. pół roku, rok, ale nie więcej. zaczynam więc realizować moje (nasze) noworoczne postanowienie i chcę żyć szczęśliwie, łącząc nowe doświadczenia z bagażem cudownych wspomnień.

postanowienie łączy się niechybnie ze sprawianiem sobie różnych przyjemności. dla mnie jest to na przykład film, najlepiej taki, który mocno maltretuje emocjonalnie. takie współczesne katharsis dla panien na emigracji. wczoraj zafundowałam więc sobie podwójny seans, domowy i kinowy. najpierw byli kochankowie z kręgu polarnego, tytuł, który u moich rozmówców wywoływał zmącenie wzroku i delikatny uśmiech na twarzach. bo to naprawdę pięknie wymyślona historia.

wieczorem wybrałam się pierwszy raz tutaj, pierwszy raz od roku do kina. małe, przytulne, zgubione gdzieś w uliczkach przy grand place. film. trwa jeszcze po wyjściu z seansu, wracając do domu wracałam też z tego rumuńskiego hotelu, z tą cała nie moją świadomością. takich opowieści się nie wymyśla.

mam nadzieję, że to nie tylko zwykły lepszy dzień, może ten trybik wreszcie przeskoczył jeden stopień wyżej.
może okaże się, że nie jest ważne, czy krzesło jest zielone czy czerwone, tylko jakie mi daje oparcie.

darmowy hosting obrazków

1:11 am


01:11 20/01/08 komentarze 10

darmowy hosting obrazków

"Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę zwaną życiem"


13:39 24/01/08 komentarze 9

Ed, Edd i Eddy.

Moja karuzela rozkręca się siłą odśrodkową. Niech nikt jej na razie nie zatrzymuje.
Przez ostatnie dwa tygodnie wydarzyło się więcej niż przez ostatni semestr. Wspomniany wcześniej trybik najwyraźniej przeskoczył, a ja coraz lepiej radzę sobie z tą straszną emigracyjną chorobą. Chorobą, która łamie dusze.
Odkrywam miejsca, do których będę mogła wrócić, ludzi, których będę chciała spotkać. Odkrywam, że najlepiej tańczy się w klubach gejowskich, że najfajniejsze sklepy z płytami są na rue Dansaert. Zwalczam mojego wiecznego lenia i rzucam się w wir pracy (tak, los babysitterek jest nam wszystkim pisany). Osiągam apogeum roztargnienia, gubiąc w jednym tygodniu skórzane rękawiczki spod Pałacu, abonament na komunikację miejską i mojego ukochanego archaicznego ipoda.

Poza tym sączę sobie cappucino w Cafe Belga i patrzę na mój plac Flagey, który odbija się w stawach Ixelles. Przede mną leży Histoire de la Russie i 100 stron do streszczenia. Очень красиво.

A to tak hors sujet, bo mi się podoba:
kolorofon nie ma o czym milczeć przetwory

darmowy hosting obrazków




bobrowiec
dąbrowski
hunzvi
khazina
markoff
milach
pogoda

flickr

mail

2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Creative Commons License